piątek, 24 czerwca 2016

Poradnik Psychodietetyka cz. 7 - Zmień swoje przekonania


Przekonania są metaprogramem, który determinuje nasze myślenie oraz ma wpływ na nasze stany emocjonalne. Jeżeli przekonania są wspierające, dodają nam energii i poprawiają nastrój. Jeśli nie, mogą powodować zamęt, chaos i negatywne emocje. Okazuje się, że to właśnie one są często przyczyną porażek w procesie odchudzania.  Warto je zweryfikować, aby usunąć przeszkody mentalne i wspierać się pogodnymi, pozytywnymi afirmacjami.  

Często używane myśli przychodzą do nas pod postacią automatycznych łańcuchów myślowych. Jeżeli się aktywują mogą znacząco pogorszyć nasz nastrój, osłabić naszą wolę i dyscyplinę. Warto uświadomić sobie te ciągi myślowe od razu na początku ich powstania. Wtedy możemy zapobiec efektowi kuli śniegowej, który powoduje, że z każdą myślą coraz trudniej zatrzymać cały proces.

Wzorce myślowe najczęściej nabywamy w dzieciństwie. Obserwujemy zachowanie bliskich i na zasadzie modelowania przejmujemy ich nawyki oraz przekonania. Np. jeżeli w Twoim domu jadało się bardzo wystawnie, tłusto, z dużą ilością potraw mięsnych to może masz przekonanie, że jedzenie wegetariańskie jest niepełnowartościowe i trudno się nim nasycić. Jeśli natomiast podczas wszystkich spotkań towarzyskich (imienin, świąt czy też urodzin) podawano ciasta, to możesz myśleć, że przy świętowaniu zawsze trzeba postawić na stół coś słodkiego. Inaczej można być postrzeganym jako ktoś mało gościnny.

Weryfikowanie negatywnych przekonań
Jak myślisz o zdrowym odżywianiu? Lubisz gotować?  W kuchni jesteś dla siebie krytyczny i surowy? A może wyrozumiały i życzliwy? Poniżej znajdziesz listę przekonań na temat jedzenia. Przeczytaj je i na skali od 1 do 10 zaznacz na ile się z nimi zgadzasz. 1 – oznacza zupełnie się nie zgadzam. 10 – całkowicie się zgadzam. Ćwiczenie to zrób bezrefleksyjnie, nie zastanawiając się za bardzo. Wtedy większa szansa, że Twoje odpowiedzi będą płynąć z podświadomości.

..... trudno zdrowo się odżywiać w dzisiejszych czasach.
..... zdrowa żywność jest droga i nie na moją kieszeń.
..... zdrowe jedzenie jest niesmaczne.
..... czas spędzony w kuchni to strata czasu. Można w tym czasie zrobić o wiele bardziej wartościowe rzeczy.
..... opanowanie zdrowej kuchni wymaga bardzo dużo czasu.
..... czas spędzony w kuchni to strata czasu. Są inne, ważniejsze zajęcia.
..... jedzenie prowadzi do tycia.
..... trudno jest jeść zdrowo, jak się prowadzi bogate życie towarzyskie. 

Spójrz na te przekonania, które zaznaczyłeś na 10, 9 lub 8. Spróbuj je zakwestionować używając trzech poniższych pytań: 
1. Czy ta myśl odpowiada prawdzie? Czy taki jest stan faktyczny, czy też jest to tylko moja interpretacja tej sytuacji?
2.  Czy ta myśl jest mi pomocna?
3.  Jakie są inne sposoby postrzegania tej sytuacji?

Jak teraz postrzegasz to przekonanie? Jeżeli udało Ci się je zakwestionować to pewnie nie traktujesz już je jak prawdę absolutną, tylko jako myśl, którą można zmienić. W miarę jak stajemy się świadomi swoich przekonań, możemy wystrzegać się tych, które nas nie wspierają, a pielęgnować te, które nam służą.

Wspierające przekonania
Poniżej znajdziesz listę pozytywnych przekonań na temat zdrowego stylu życia. Przeczytaj je i na skali od 1 do 10 zaznacz na ile się z nimi zgadzasz. 1 – oznacza zupełnie się nie zgadzam. 10 – całkowicie się zgadzam.

..... dzięki zdrowemu pożywieniu dbam o swoje cenne ciało.
..... przygotowywanie jedzenia/ posiłków jest dla mnie twórczą zabawą.
..... zdrowy styl życia jest dla mnie łatwy i przyjemny.
..... oczyszczanie organizmu jest łatwe i przynosi mi wiele korzyści.
..... mam pełną kontrolę nad swoimi zachowaniami jedzeniowymi.
..... z radością dbam o moją rodzinę przygotowując im zdrowe posiłki.
..... smaczne i zdrowe jedzenie daje mi dużo energii.
..... świadome i zdrowe jedzenie to dla mnie świetna profilaktyka zdrowotna.
..... z radością tworzę nowe potrawy. Uwielbiam spędzać czas w kuchni w twórczy sposób.

Które z tych przekonań zaznaczyłeś na 1,2 lub 3? Wypisz je sobie na kartce i czytaj je codziennie przynajmniej przez miesiąc. W miarę powtarzania będą przechodzić do podświadomości. Jeżeli chcesz możesz dopisać swoje, nowo stworzone przekonania. Aktywnie twórz nowe oprogramowanie Twojego umysłu. Niech wspiera Twoje działania na drodze do zdrowego stylu życia!


Poradnik Psychodietetyka cz. 7 jest fragmentem mojej książki "Poradnik Psychodietetyka. Odżywianie dla dobrego samopoczucia, szczupłej sylwetki i zdrowia", która ukaże się pod koniec tego roku.




niedziela, 12 czerwca 2016

Poradnik Psychodietetyka cz. 6 - Niezwykła wrażliwość




Wrażliwość można traktować jako przekleństwo lub jako wielki DAR. Ja przez wiele lat traktowałam ją jako to pierwsze. Czyli coś, co mi w życiu przeszkadzało, hamowało w działaniu, w zdobywaniu kolejnych szczebli kariery i tworzeniu związków. Nie godziłam się na to, co jest. Chciałam, żeby było inaczej. Żeby moje ciało było inne, żebym nie reagowała tak mocno, żebym była mniej emocjonalna…  Myślałam, że gdybym nie była taka wrażliwa, to nie dałabym się zranić tyle razy. Byłabym szczęśliwsza. Teraz wiem, że TAKIE MYŚLENIE TO PUŁAPKA. Przez takie wzorce myślowe doprowadziłam się do choroby, depresji i kompulsywnego jedzenia. Często zajadałam emocje, żeby ich nie czuć. Chcę się z Tobą podzielić moją historią, która być może Cię zainspiruje lub będzie małym światełkiem nadziei. Nie rób takiego błędu, jaki ja zrobiłam. Nie warto. UKOCHAJ SWOJĄ WRAŻLIWOŚĆ I POTRAKTUJ JĄ JAKO DAR OD LOSU.

Urodziłam się jako dziecko o niesamowitej wrażliwości. Odkąd pamiętam bardzo mocno odczuwałam różnorodność dźwięków, kolorów, smaków, dotyku… wszystko było dla mnie intensywne.  Świat składał się z tysięcy bodźców. Emocje również przeżywałam dość burzliwie.  Zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Zawsze mocno, intensywnie się złościłam lub odczuwałam radość.   

Z powodu dużej reaktywności układu nerwowego nie mogłam spać. Budził mnie każdy szmer, każdy dźwięk. Także zbyt mocne światło czy szorstka kołdra. Pamiętam jak moi rodzice na zmianę czytali mi bajki na dobranoc i często sami pierwsi zasypiali. Wtedy ja ich budziłam i prosiłam, żeby czytali dalej… Podczas bezsennych nocy marzyłam o tym, żeby nie być sobą. Być jak inne dzieci, które się wszystkim tak bardzo nie przejmują i nie stresują. Bawią się beztrosko w dzień i gdy są zmęczone śpią spokojnie w nocy. Zazdrościłam mojej siostrze, która mogła zasnąć gdzie po popadnie. W każdej sytuacji i w każdym miejscu. Ja nie mogłam.

Moja wrażliwość dotyczyła również jedzenia. Nie mogłam wielu rzeczy jeść. Ciągle bolał mnie brzuch, miałam wzdęcia i gazy. Nikt w latach 80-tych nie robił testów alergicznych, nie mówiło się też o nietolerancjach pokarmowych. Moja dieta z dzieciństwa opierała się głównie na kanapkach, mięsie, jogurcie i mleku z płatkami. Teraz już wiem, że miałam nietolerancję laktozy i glutenu. Moi rodzice, wg swojej najlepszej wiedzy, dawali mi takie jedzenie, które wg nich było wtedy dobre.  Nie byli świadomi, że ono mi szkodzi.

W pewnym momencie wpadłam na genialny pomysł. Zaczęłam ukrywać swoją wrażliwość pod maską, starałam się być stonowana i beznamiętna. Nawet zaczęło mi to sprawiało przyjemność. Zamrażanie ciała i emocji. Przez chwilę czułam ulgę. Odcinałam się od życia, uciekałam w książki i samotność. Czułam się dobrze w ciszy, kiedy dochodziło do mnie mało dźwięków. Wtedy mogłam lepiej spać. Uwielbiałam czytać powieści o magii i fantastyce. Wtedy stawałam się kimś innym i przenosiłam się w inny świat. Bezpieczniejszy, łagodniejszy, piękniejszy.

Jedynie w tańcu w pełni wyrażałam siebie. Stawałam się lekka, zapominałam o bólu i o moich problemach. Zauważyłam, że wtedy moja wrażliwość bardzo się przydawała. Potrafiłam w łatwy sposób interpretować muzykę i tańcem przekazywać to, co czuję. Odkryłam w sobie wielki talent. Bardzo łatwo udawało mi się zapamiętywać skomplikowane choreografie. Na studiach dostałam się do prestiżowej grupy choreograficznej jednej z najlepszych szkół salsy w Warszawie. Zaczęły się intensywne treningi, występy. Oprócz nauki i pracy, po południu chodziłam do szkoły tańca, a wieczorami na imprezy. To był intensywny czas. Dużo spotkań, tańca, ruchu, alkoholu….

Moje ciało zaczęło niedomagać. Było bardzo wyczerpane i przestymulowane. Dodatkowo nie mogłam spać i mój organizm nie mógł się regenerować. Zaczęły się poważne bóle w kolanach, kręgosłupie i biodrach. Coraz trudniej było mi tańczyć na treningach. Zaczęłam brać środki przeciwbólowe i stosować różne maści. Niestety ból był tak wielki, że musiałam zwiększać dawki. Pamiętam, jak zbliżał się termin największego festiwalu salsowego w Polsce, na którym miałam wystąpić. Nie chciałam zrezygnować z tego i dosłownie gwałciłam moje ciało, że tańczyło więcej i intensywniej. Udało się. Zatańczyłam na wielkiej gali, wśród tancerzy z całego świata, w blasku reflektorów. Nikt jednak nie widział tego, jak wieczorem płakałam z bólu…

Na drugi dzień pojechałam do lekarza i dostałam skierowanie na operację w trybie pilnym. Okazało się, że to nie była zwykła kontuzja. To była ciężka choroba. „Ma Pani martwicę jałową kości. Jest to choroba autoimmunologiczna. Jak na razie medycyna nie zna na to lekarstwa. Niech Pani zapomni o jakimkolwiek tańcu, nie wiadomo, czy będzie Pani chodzić.” – tak brzmiała diagnoza ordynatora oddziału ortopedii. Był październik 2008 r.

Okres po operacji wspominam jako czarną dziurę. Cały świat mi się zawalił. Pojawiła się depresja. Co ja teraz będę robić? Dlaczego mnie to spotkało? Czy wyjdę z tego? Zaczęłam szukać pomocy wszędzie. Pojechałam do Ewy Foley na mój pierwszy detoks i zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Było to program holistycznego oczyszczania nie tylko ciała, ale również emocji, umysłu i ducha. Odkryłam wtedy, że najwięcej toksyn miałam w swoim umyśle. Zaczęłam mozolną pracę nad oczyszczeniem swoich myśli. Potem trafiłam na kurs Sztuki Oddechu Fundacji Art of Living. Zaczęłam regularnie ćwiczyć jogę, stosować techniki oddechowe i medytację. Przeszłam na wegetarianizm i całkowicie zmieniłam mój styl życia. Zaczęłam studiować psychodietetykę i zależności między stanem umysłu, a zdrowiem.

Od tamtej pory przeszłam bardzo długą drogę. Od nienawiści do swojego ciała, po jego ukochanie i zaakceptowanie. Była to podróż pełna zakrętów, pułapek i przepaści. Zaczęłam postrzegać moją wrażliwość jako wielki DAR. Odkryłam, że dzięki niej mam ponad przeciętnie rozwiniętą intuicję. Potrafię z empatią reagować na innych i im pomagać. Tworzę bardziej wartościowe relacje z innymi ludźmi. Łatwiej mi pracować z ludźmi na warsztatach i detoksach, które prowadzę. Zajęłam się psychodietetyką i pomocą innym w dochodzeniu do zdrowia i radzeniu sobie z zaburzeniami odżywiania. Moja wrażliwość okazała się nieoceniona w zrozumieniu bólu drugiej osoby i w dostosowaniu odpowiedniej terapii. A co z tańcem? Wróciłam na parkiet po kilku latach zdrowsza i szczęśliwsza! 

W powrocie do zdrowia dieta i zmiana stylu życia są bardzo ważne. Są to jednak warunki konieczne, lecz nie wystarczające. Brakuje jeszcze jednego, najważniejszego czynnika. Jedynym uniwersalnym lekarstwem jest BEZWARUNKOWA MIŁOŚĆ DO SAMEGO SIEBIE. Zaakceptowanie siebie w pełni, takim, jakim się jest. Ze swoją wrażliwością. Ze swoimi słabościami. POJEDNAJ SIĘ ZE SOBĄ JUŻ DZIŚ. To jest najlepsza profilaktyka wszelkich chorób!

Polecam wyśmienity wykład dr Brené Brown na konferencji TED – „O wrażliwości”. Można go obejrzeć z polskimi napisami. 



Poradnik Psychodietetyka cz. 6 jest fragmentem mojej książki "Poradnik Psychodietetyka. Odżywianie dla dobrego samopoczucia, szczupłej sylwetki i zdrowia", która ukaże się pod koniec tego roku.

środa, 8 czerwca 2016

Poradnik Psychodietetyka cz. 5 - Smakosze i Głodomory



Wyobraźmy sobie taką sytuację. Żona gotuje kolację dla całej rodziny. Ostatnio wpadła na pomysł nowego przepisu i chce go dziś wypróbować. To, co gotuje zaczyna coraz bardziej przypominać dzieło sztuki. Dużo kolorów, smaków i aromatów. Zapach roznosi się po całym domu. Chce zdążyć zanim mąż wróci z pracy, a dzieci ze szkoły. Warzywa jeszcze się dogotowują, ryż też potrzebuje jeszcze chwili, więc przygotowuje stół. W tym momencie słyszy zamek w drzwiach.
- Cześć Kochanie, już jestem! O, co tak pięknie pachnie?
- Cześć! Właśnie kończę przygotowywać kolację.
- Wow, ale pięęęknie wygląda. Mogę spróbować?
- Poczekaj chwilę za jakieś 15 min. będzie wszystko gotowe.
- Ale ja tylko coś skubnę. Umieram z głodu. Mogę trochę?
- Jak już musisz…
- Genialne! O i te warzywka już się przypiekają. To je zdejmę już z patelni… (chrup, chrup), ale pyszne!
- Ech….
W tym czasie przychodzi syn ze szkoły i od samego progu krzyczy: 
- Mamo jest coś do jedzenia?? 

P.S. Podział ról jest przypadkowy. Równie dobrze może być zupełnie odwrotnie. Znam wielu panów, którzy tworzą w kuchni prawdziwe dzieła sztuki!   

Smakosze jak widzą Głodomora, który podjada w czasie gotowania często nie mogą tego zrozumieć.
- Jak to nie możesz poczekać jeszcze pół godziny?
- Pół godziny?? Przecież to cała wieczność!
Jak Głodomory czują głód to NAPRAWDĘ są głodne. Od razu stają się poddenerwowane, boli je głowa i nie mogą się na niczym skupić. Dla nich najważniejszą sprawą w tym momencie jest to, żeby szybko napełnić żołądek. Potrawy nie muszą jakoś szczególnie wyglądać. Wychodzą z założenia, że i tak wszystko zmiesza się w żołądku, więc po co spędzać długie godziny w kuchni? Przepisy kulinarne mają być proste i pozwalać szybko coś ugotować. 

Smakosze natomiast uwielbiają celebrować jedzenie. Szczególną radość sprawiają im twórcze chwile w kuchni, podczas których mogą wymyślać różne potrawy i smaki.  Mają dość dużą tolerancję na głód. Wolą poczekać, niż zjeść coś szybko i „na stojąco”. Gdy są zapracowani lub zestresowani zdarza im się cały dzień nic nie jeść i dopiero wieczorem zasiąść w domu do stołu, gdzie mogą spokojnie się odprężyć i zjeść ulubione danie. Często też jedzą oczami. Lubią kosztować różne egzotyczne smaki, gotować lub chodzić do  restauracji. Potrafią długie godziny spędzać przy stole i biesiadować.  

Takie różnice indywidualne związane są nie tylko z nawykami jedzeniowymi, ale przede wszystkim z konstytucją ciała. Wg Ajurwedy Smakosze to często osoby typu Vata. Obecność żywiołu Powietrza i Eteru (z czego składa się dosza Vata) w ich organizmie pozwala im długo wytrzymać bez jedzenia. Wolą poczekać i zjeść coś dobrego, aniżeli zjeść cokolwiek. Dosza Vata jest odpowiedzialna też za kreatywność, dlatego lubią twórczo wyrażać się w kuchni. Są wrażliwi na piękno i lubią jeść w miłej, spokojnie atmosferze.  

Głodomory to osoby o dużym ogniu trawiennym. Szybko trawią, mają dobry metabolizm i często są głodne. Wg Ajurwedy to typ konstytucji Pitta. Na tą doszę składają się żywioły ognia i wody – dzięki nim te osoby są dynamiczne i przebojowe. Duży ogień może wywołać u nich niecierpliwość i chęć załatwienia spraw szybko i natychmiast. Wtedy wolą coś zamówić w ulubionej knajpce niż stać długie godziny w kuchni i gotować. W domu częściej są praktycznymi kucharzami, aniżeli artystami. 

Pokusy jedzeniowe – jak sobie z nimi radzić?
Jeżeli chcemy schudnąć i zdrowiej się odżywiać warto zwrócić uwagę na pokusy, które będą stały na naszej drodze. I jak pewnie się spodziewacie na inne pokusy będą wystawieni Smakosze, a na inne Głodomory.

Smakosze jedzą oczami. Często tracą kontrolę nad jedzeniem w sytuacji, gdy dostęp do smacznych, pięknie wyglądających potraw jest nieograniczony np. u cioci na imieninach lub na wczasach all-inclusive, gdzie szwedzki stół jest suto zastawiony. Takie osoby chcą wszystkiego spróbować i w konsekwencji jedzą o wiele za dużo. Tracą też silną wolę przechodząc obok wystawy cukierni, piekarni czy kafejki. Często nie mogą się oprzeć pięknie udekorowanym ciastkom, JAK JUŻ JE ZOBACZĄ. I nieważne jak bardzo sobie obiecywały, że będą unikać cukru. Jak już przepyszne ciastko znalazło się w ich polu widzenia to koniec!

Rozwiązaniem dla tych osób może być zjedzenie posiłku w domu zanim pójdą na dużą, kulinarną imprezę. Na samym przyjęciu dobrze się też sprawdza korzystanie z małych talerzyków, gdzie nakładamy sobie mniejsze ilości potraw. Gdy jemy powoli, jemy mniej. Sygnał z żołądka potrzebuje ok. 20 min, żeby dotrzeć do ośrodka sytości w mózgu. Tak więc lepiej jest gdy żujemy powoli i delektowanie się każdą potrawą.  Jeżeli lubimy gotować, to możemy twórczo wyrażać się w kuchni. Przygotowywanie posiłków w domu ma tą zaletę, że możemy zjeść mniej i zdrowiej. Dodatkowo skorzysta też z tego cała ich rodzina!

U Głodomorów sytuacja wygląda trochę inaczej. Nie są tak wrażliwi na zewnętrzne bodźce, jak na wewnętrzne odczucia z ciała, a konkretnie z żołądka. W sytuacji gdy są głodni i chcą szybko coś zjeść, zdarza się, że zjadają cokolwiek (fastfoody, ciastka, batoniki itp.). Często też jedzą szybko, na stojąco, w tak zwanym biegu. Zapominają dobrze żuć i mają problemy z niestrawnością, zgagą lub nadkwasotą żołądka. Głodomorom zdarza się też jedzenie „na zapas”. Uczucie głodu może być dla nich tak nieprzyjemne, że wolą zjeść ZANIM je poczują.  W konsekwencji rozpychają sobie żołądki i są jeszcze bardziej głodni. W skrajnych przypadkach dochodzi do tego, że są cały dzień w „ciągu jedzeniowym”. Ciągle coś chrupią, podjadają i żują.

Trzeba dać żołądkowi odpocząć i nie jeść zanim poprzedni posiłek nie został strawiony.  Z drugiej strony, zbyt duże przerwy pomiędzy posiłkami powodują „wilczy głód” i wtedy rzucenie się na lodówkę gwarantowane. Rozwiązaniem dla takich osób, jest regularne jedzenie małych posiłków, najlepiej co trzy, cztery godziny. Dobrą wskazówką dla Głodomorów jest to, aby miały przy sobie zdrowe, lekkostrawne przekąski. Mogą je nosić w torebce lub mieć „na wszelki wypadek” w samochodzie lub w domu. Wtedy jak napadnie ich głód mniejsze jest prawdopodobieństwo zjedzenia fast fooda lub słodyczy. Jak mieszkamy w mieście to warto sobie zrobić mapę dobrych knajpek, gdzie można zjeść pełnowartościowy obiad pomiędzy spotkaniami w pracy. Między godziną 12 a 14 ogień trawienny jest największy, tak więc dla Głodomorów obiad jest najważniejszym z posiłków.

Samoświadomość
Samoświadomość jakim jestem typem jedzeniowym może pomóc nam zrozumieć siebie, swoje potrzeby i zachowania. Lepiej też jesteśmy przygotowani na różne sytuacje, gdzie nasza silna wola jest wystawiana na próbę. Zrozumienie różnic indywidualnych pomaga też w relacjach z bliskimi. Żona nie będzie się tak denerwowała, jak Mąż skubnie trochę sałatki przed podaniem dania głównego i odwrotnie. 

Pamiętam moment jak odkryłam, że jestem Głodomorem. Wcześniej miałam duże poczucie winy i wstydu, że ciągle coś chrupię i podjadam podczas gdy moi znajomi cały dzień mogli wytrzymać bez jedzenia. Teraz mam więcej akceptacji dla samej siebie. Wiem, że będę głodna za jakiś czas, więc noszę sobie w torebce różne bakalie i śmiało przychodzę do znajomych ze swoim jedzeniem. Jestem też lepiej przygotowana na sytuacje pokusy i coraz łatwiej mi wytrwać w moich postanowieniach jedzeniowych. Z wyjątkiem kawy..... Ale to już historia na następny artykuł:-). 

Poradnik Psychodietetyka cz. 5 jest fragmentem mojej książki "Poradnik Psychodietetyka. Odżywianie dla dobrego samopoczucia, szczupłej sylwetki i zdrowia", która ukaże się pod koniec tego roku.. 


sobota, 4 czerwca 2016

Poradnik Psychodietetyka cz. 4 - Wewnętrzne dziecko - sabotażysta czy sojusznik?




Dziś ciąg dalszy opowieści o naszych głosach w głowie. Nie chodzi tu o analizę umysłu osoby chorej na schizofrenię. Wręcz przeciwnie chodzi o całkiem zdrowe osoby! Każdy z nas słyszy takie głosy. Niektórzy z nas są ich świadomi i potrafią z nimi pracować (np. kiedy trzeba puszczać je mimo uszu). Inni zupełnie nieświadomie są pod ich pełną kontrolą. Co w takim razie mogą zrobić? 

Często nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo nasze przyzwyczajenia jedzeniowe związane są z emocjami. Lody mogą kojarzyć nam się z wakacjami spędzanymi w dzieciństwie nad jeziorem. Wywołują u nas radość i poczucie beztroski. Ciasto drożdżowe z kruszonką oprócz przyjemności może powodować, że czujemy się bezpiecznie. Tak jak 20 lat temu kiedy chodziliśmy do babci na niedzielny obiad i na deser dostawaliśmy to ciasto. A pączki z dziurką przywołują wspomnienia z podstawówki. Kiedy uciekaliśmy z lekcji i pełni podekscytowania pałaszowaliśmy pączki w szkolnym sklepiku.

Te skojarzenia są podświadome i wywołują emocje w ułamku sekundy, gdy tylko poczujemy zapach ciasta lub weźmiemy jego pierwszy gryz. Dlatego tak trudno jest się od nich uwolnić. Są przechowywane w pierwotnych strukturach mózgu (hipokampie i ciele migdałowatym). Aktywują się szczególnie wtedy, gdy jesteśmy w stresie lub w sytuacji kryzysowej. Nasze wewnętrzne dziecko pragnie znowu poczuć się dobrze i bezpiecznie. Tak jak u babci na obiedzie. I wcale go nie obchodzi czy coś jest zdrowe czy nie.

Jeżeli radykalnie zmieniamy naszą kuchnię i przy tym jesteśmy dla siebie bardzo surowi to mamy gwarantowany bunt na pokładzie. Nasze wewnętrzne dziecko będzie sabotować wszystkie nasze wysiłki zdążające do zmiany stylu życia na bardziej zdrowy. Bo po co coś zmieniać, jeśli było tak fajnie?
- Jabłko zamiast szarlotki? – O nie, chyba żartujesz. Uwielbiam szarlotkę i właśnie, że będę ją jeść. Co mnie obchodzi, że jest mniej zdrowa niż jabłko!  
I wersja bardziej łagodna, gdy przebiegłe dziecko zaczyna używać słów dorosłego, aby nas zmylić:
- Przecież w szarlotce są jabłka, to przecież prawie to samo. Wartości odżywcze są podobne. A jak sobie podgrzeję i zjem ją na ciepło, to jakbym jadł upieczone jabłko, no nie?
- Jak to? Zamiast lodów czekoladowych brokuły? Brrrrr….
I cóż, trudno, żeby brokuły wygrały z lodami czekoladowymi. Raczej nie ma szans… . Trzeba obrać zupełnie inną strategię: PRZENIEŚĆ UWAGĘ NA COŚ INNEGO.

Jak pracuję z osobami, które są otyłe lub mają kłopot z kompulsywnym objadaniem się jedzenie wymieniają jako jedną z głównych przyjemności w życiu. Kiedy pytam ich co jeszcze sprawia im przyjemność to mają trudność, żeby cokolwiek powiedzieć. Okazuje się, że w ciągu wielu lat powoli rezygnowały ze swoich hobby, marzeń, pasji na rzecz pracy i obowiązków. Ich wewnętrzne dziecko jest całkowicie wygłodzone, a jedyną przyjemnością dla niego jest kawałek czekolady lub lody w pucharku. A CO SIĘ STAŁO Z JAZDĄ KONNĄ? TAŃCEM, KTÓRY TAK KIEDYŚ LUBIŁY? ZE ŚPIEWEM??

Nasze wewnętrzne dziecko chce się wyrażać kreatywnie, z humorem, niezbyt poważnie… lubi też przyjemności. I nie zawsze muszą to być przyjemności związane z jedzeniem. Może to być obserwowanie zachodu słońca, czy też podróż rowerem w nieznane dotąd rejony lasu. Jeżeli będzie odprężone i radosne, to mniejsze prawdopodobieństwo, że poprosi o lody czekoladowe. PO PROSTU O NICH ZAPOMNI, bawiąc się świetnie na spacerze z psem.

Wróćmy jeszcze na chwilę do zdrowego odżywiania. Kiedy dostarczamy sobie pozytywnych doświadczeń związanych ze zdrowym jedzeniem w naszym mózgu stworzą się nowe połączenia neuronowe. Przypomina to wydeptanie ścieżki na łące. Gdy chodzimy nową trasą, a spacerując po niej podskakujemy z radości i nucimy pod nosem miłe piosenki (pamiętajmy o pozytywnych emocjach!) to stara, nieuczęszczana ścieżka zacznie zarastać. Tak się też dzieje z naszymi niezdrowymi, nawykami z dzieciństwa. Zaczynają blednąć, rzadziej się odpalają w sytuacjach stresu czy kryzysu. Pamiętajmy, że TO, NA CZYM SKUPIAMY UWAGĘ SIĘ WZMACNIA. 

Jeśli w całym tym procesie zmian będziemy DBAĆ O NASZE WEWNĘTRZNE DZIECKO i  zapewniać mu wiele przyjemności - innych niż jedzenie – to stanie się naszym sojusznikiem. I jest duża szansa, że polubi twórcze chwile w kuchni! No bo ile można jeść schabowego z ziemniakami?? 


Poradnik Psychodietetyka cz. 4 jest fragmentem mojej książki "Poradnik Psychodietetyka. Odżywianie dla dobrego samopoczucia, szczupłej sylwetki i zdrowia", która ukaże się pod koniec tego roku. 



czwartek, 2 czerwca 2016

Poradnik Psychodietetyka cz. 3 - Jak okiełznać wewnętrznego krytyka?



Zmiana stylu życia jest jak przeprowadzka do innego miasta. W nowym miejscu trzeba się zaaklimatyzować, poznać otoczenie, zobaczyć gdzie jest najbliższy sklep, przestanek i poczta. Trochę zajmuje to czasu i na początku wymaga wysiłku. Zdarza nam się też tęsknić do poprzedniego miejsca, gdzie wszystko było znajome, łatwe do znalezienia. Mieliśmy swoje ulubione miejsca wypoczynku, zabawy i pracy. Tak jest ze zmianą stylu życia. Trochę czasu musi minąć zanim nauczymy się gotować w nowy, zdrowszy sposób. Pewnie kilka pierwszych potraw przypalimy albo będą tak niedobre, że nasi znajomi będę pukać się w czoło „I ty chcesz to zjeść? Niezła papkaJ!”. 

W całym tym procesie zmiany (a u niektórych wręcz wywrotowej rewolucji) warto być dla siebie łagodnym i wyrozumiałym. Nie poddawać się po kilku pierwszych próbach. Wytrwać mimo, że czasem się nie chce lub na początku nic się nie udaje. Swojego Wewnętrznego Krytyka zaś należy wysłać  na wakacje. Nie będzie to łatwe, gdyż Krytyk będzie chciał wtrącać swoje trzy grosze:
- A nie mówiłem? Zdrowe jedzenie jest obrzydliwe, poza tym Ty się nigdy nie nauczysz smacznie gotować!
Może też nas demotywować:
- Nie uda Ci się schudnąć. Tyle razu próbowałeś już różnych diet i nic z tego! Masz słabą wolę, nigdy nic do końca nie doprowadziłeś. Nie warto w ogóle zaczynać!
Lub, jak ja to nazywam, równać nas z błotem:
- Jesteś beznadziejny! Zdrowo się odżywiasz przez cały dzień, a potem wracasz do domu i co? objadasz się słodyczami. To naprawdę żałosne! 

Wewnętrzny Krytyk zna nasze czułe punkty i zazwyczaj w nie uderza. Jeśli słuchaliśmy go przez całe życie, zaczęliśmy wierzyć w jego słowa i uznawać je za prawdę absolutną. Dla wielu osób, wielkim okryciem jest to, że słowa „Jestem beznadziejny” mogą traktować TYLKO jako niewspierające przekonanie na swój temat. A przekonanie, bardziej niż prawdą absolutną, można zmienić.

Tak więc jak tylko usłyszysz ten głos, podziękuj mu za jego opinię i… RÓB SWOJE! Jesteś czymś więcej niż Twoje myśli i nie pozwól im mieć nad Tobą kontrolę. Jeżeli świadomie podjąłeś decyzję o zmianie swojego stylu życia na zdrowy to, bez względu na to, jakie myśli będą Ci się pojawiać w trakcie tego procesu, BĄDŹ WIERNY SWOJEJ DECYZJI.

Jeżeli bym Cię zapytała czy jutro wystartujesz w maratonie, to pewnie byś powiedział/a, że nie dasz rady, że nie masz kondycji lub nie jesteś gotowy. Natomiast, jeśli byś się dowiedział, że taki maraton jest za rok  i masz całe 12 miesięcy, aby dobrze się przygotować? oraz że jeśli przebiegniesz go, to jest bardzo duża szansa, że schudniesz, będziesz zdrowszy i szczęśliwszy. Zgodziłbyś się? Cały rok to mnóstwo czasu, aby potrenować! Tak samo możesz potraktować zmianę swojego stylu życia/ chudnięcia/ oczyszczania organizmu – jako PROJEKT DŁUGOFALOWY. I jak w każdym projekcie jest faza początkowa (przygotowanie), faza właściwa (praca) i faza końcowa (świętowanie sukcesu).

Dla mnie zdrowy styl życia jest projektem na całe życie. SZCZUPŁA SYLWETKA, ZDROWY ORGANIZM SĄ MIŁYMI EFEKTAMI UBOCZNYMI. Do tego Cię zachęcam. Tutaj SAMA DROGA JEST CELEM. Oznacza to, że nie czekamy na upragniony efekt – schudnąć 30 kg – i wtedy możemy być szczęśliwi. Już sama droga do tego celu może nam sprawiać wiele radości. Próbowanie wielu potraw, twórcze chwile w kuchni, chodzenie na fitness lub na basen, spacery w parku z psem, siedzenie na poduszce do medytacji i wsłuchiwanie się w swój oddech. Praktykowanie uważności w każdym momencie pozwala przeżywać życie w pełni. Jeżeli jemy świadomie i uważnie, to jemy mniej. Dbamy bardziej o to, co wkładamy do ust. Śmieciowe jedzenie zastępujemy bardziej wartościowym posiłkiem. A wewnętrzny krytyk? Ma coraz mniej do gadania. Przestajemy go słuchać i w konsekwencji jego głos cichnie, a po jakimś czasie zamienia się w delikatny szum. Tak jak radio, które gdzieś gra w tle, ale go już nie słychać.

Życzę Ci radosnej przygody na drodze zdrowego stylu życia!!!


Poradnik Psychodietetyka cz. 3 jest fragmentem mojej książki "Poradnik Psychodietetyka. Odżywianie dla dobrego samopoczucia, szczupłej sylwetki i zdrowia", która ukaże się pod koniec tego roku.